Jan Gryczman z Przeworska – obrońca Westerplatte

jan gryczmanJAN GRYCZMAN – ŻOŁNIERZ Z WESTERPLATTE
Urodził się 10 listopada 1900 r. na Mokrej Stronie koło Przeworska. W wieku 12 lat rozpoczął pracę w przeworskiej cukrowni jako praktykant, a następnie pracował jako robotnik rolny oraz robotnik w jednym z przeworskich młynów. W 1918 r. powołany został do armii austriackiej, gdzie służył w 90. Pułku Piechoty. Ranny w okolicach Odessy jako niezdolny do dalszej służby wojskowej, podjął pracę w cukrowni, gdzie pracował do początku 1920 r. Dnia 2 lutego 1920 r. został powołany do Wojska Polskiego i otrzymał przydział do 46. Pułku Piechoty w Przemyślu. Ukończył Szkołę Podoficerską w Grudziądzu i wyjechał na front. Brał udział w walkach w okolicach Wilna, w ofensywie nad Berezyną został ranny w nogę, ale walczył dalej i pozostał w kompanii. Jednak rany jakie odniósł 13 sierpnia 1920 r. w bitwie pod Radzyminem spowodowały, że trafił do szpitala do Kielc. Odzyskawszy siły pod koniec sierpnia powrócił do pułku, który ochraniał linię kolejową Stryj – Tarnopol.
Po zakończeniu I wojny światowej pozostał podoficerem zawodowym, ukończył Szkołę Podoficerską i Centrum Wyszkolenia Musztry Bojowej przy Dowództwie Okręgu Generalnego Lwów. W 1922 r. został szefem kompani w 59. Pułku Piechoty Wielkopolskiej, a w 1923 r. szefem kompani w 3. Pułku Piechoty Legionów w Jarosławiu. W 1923 r. ukończył Centralną Szkołę Strzelniczą w Toruniu. Dnia 15 sierpnia 1925 r. otrzymał stopień starszego sierżanta, a w 1936 r. awansował do stopnia chorążego. W kwietniu 1936 r. został dowódcą plutonu broni towarzyszącej.
24 marca 1939 r. przybył na Westerplatte w grupie 82 żołnierzy wysłanych z 2. Dywizji Piechoty Legionów na sześciomiesięczną służbę i objął stanowisko dowódcy plutonu. Wybór do służby na Westerplatte był wyróżnieniem, gdyż na tę trudną placówkę kierowano najlepszych żołnierzy, bez jakichkolwiek zastrzeżeń, co do przebiegu ich służby i pewnych politycznie.
Chorąży Jan Gryczman podczas obrony Westerplatte był zastępcą dowódcy placówki „Prom”. 1 września miał dyżur na placówce. Dzięki jego sprawnemu dowodzeniu żołnierze zajęli stanowiska bojowe i zatrzymali atakujących Niemców. Ponieważ już w pierwszym dniu ataku dowódca placówki porucznik Leon Pająk został ranny, chorąży Jan Gryczman do końca dowodził wartownią nr 1 na Westerplatte. Podczas walk został ranny. Za bohaterstwo w walkach o obronę Westerplatte odznaczony został orderem Virtuti Militari IV klasy nr 116 i V klasy.
Po kapitulacji Westerplatte 8 września dostał się do niewoli, początkowo przetrzymywany w oflagu w Alpach austriackich, a następnie w oflagu Woldenberg. Po zakończeniu wojny powołany do Ludowego Wojska Polskiego, w 1950 r. mianowany kapitanem. W 1954 r. przeniesiony do rezerwy, podjął pracę jako referent ds. transportu w fabryce „Unia” w Grudziądzu, następnie pracował w Pomorskiej Odlewni i Emalierni w Grudziądzu, od 1956 r w Nowej Dębie w Zakładach Metalowych. W 1962 r. przeszedł na emeryturę i zajął się działalnością społeczną, prowadząc wykłady i pogadanki, spotykał się z młodzieżą, opowiadając o II wojnie światowej i walkach na Westerplatte. W 1964 r. awansowany został do stopnia majora rezerwy. Zmarł 18 lipca 1985 r. spoczywa na bródnowskim cmentarzu w Warszawie.


Uchwałą Rady Miasta Przeworska most na rzecze Mleczce leżący w ciągu drogi krajowej E-4, u styku ulic Krakowskiej i Łańcuckiej, otrzymał imię majora Jana Gryczmana.

O nadanie obiektowi mostowemu imienia tegoż patrioty, bohaterskiego obrońcy Westerplatte starał się Aleksander Lenik, przeworszczanin i pasjonat tej wyjątkowej postaci. Jego wniosek uzyskał przychylność Burmistrza i Komisji Statutowej, Nazewnictwa i Promocji Miasta Rady Miasta Przeworska.


Fragment pamiętnika Jana Gryczmana, uczestnika walk o Westerplatte; ze zbiorów Muzeum w Przeworsku, sygn. MP-OP-345.
“Służba nasza na Westerplatte, od początku jej objęcia była bardzo ciężka. Stale w pełnym pogotowiu, tym bardziej, że załoga nie znała jeszcze dobrze terenu i urządzeń. Poza tym atmosfera panująca w Gdańsku nie nastrajała nas optymizmem. Byliśmy pewni, że lada dzień nastąpi, tak szumnie zapowiadany „pucz Gdańska”, toteż każde skupisko ludzi czy też pojedynczy strzał wywoływał alarmy. Nikt z nas nie mógł przewidzieć co następna minuta przyniesie. Tym bardziej, że od Niemców dzielił tylko mur grubości cegły, a gdzieniegdzie zwykły płot kolczasty. Broni mieliśmy jeszcze mało, wartownie zaś nie były jeszcze całkowicie urządzone. Załoga słaba – 90 ludzi. Około 4 tygodni przeznaczono na przeszkolenie żołnierzy i zapoznanie ich ze sprzętem.(…).
[1 września] Była godzina 4.17 nagle pada strzał z broni ręcznej, więc plutonowy Baran wraz z obsługą ciężkich karabinów maszynowych zajmują pozycje. Łączę się natychmiast z koszarami i melduję dowódcy, że padł strzał karabinowy z lasku i na powrót zająłem stanowisko obronne. Wkoło znów panuje spokój i nie widać nic podejrzanego. W międzyczasie otrzymałem rozkaz od oficera, by ściągnąć placówkę do koszar. W trakcie naszych przygotowań do odejścia padła pierwsza salwa armatnia z pancernika. Ziemia zadrżała. Mur został podmuchem rzucony na zasieki. Wydałem rozkaz – na stanowiska. Obsługa błyskawicznie zajęła miejsca przy karabinach. (…) Zaledwie ludzie zdążyli zająć stanowiska Schleswig-Holstein przerzucił ogień w rejon koszar a piechota niemiecka na całej przestrzeni, od morza do drogi, ruszyła do natarcia. (…)
Na rozkaz majora Sucharskiego objąłem dowództwo odcinka wschód, a szczególnie wartownię nr 1, gdzie miałem się utrzymać za wszelką cenę. Zostało ze mną 21 ludzi, a resztę, z plutonowym Baranem, odesłałem do koszar. O godzinie 14.00 rozpoczyna ogień Schleswig-Holstein a za chwilę słychać wybuchy pocisków lżejszej artylerii (…), cały czas trwa silny ogień broni ręcznej i maszynowej. Obrona staje się bardzo trudna.
[7 września] (…) Zatrzymano nas poza laskiem Westerplatte, gdzie przybyli już wyżsi oficerowie niemieccy z generałem. W czasie marszu filmowali naszą kolumnę.
Dziwna to była kolumna. To już nie żołnierze, zawsze czysto ubrani i wygoleni. Z wyjątkiem kilku, to ludzie zarośnięci i brudni, wychudzeni i postarzali o kilka lat. Jednak dumni z wypełnionego żołnierskiego obowiązku wobec ojczyzny. Dopiero teraz mogliśmy stwierdzić , jak małą garstką byliśmy wobec potęgi niemieckiej. (…) Po poddaniu Westerplatte wywieziono nas do niewoli niemieckiej.” M. Wołoszyn

tekst za Muzeum w Przeworsku Zespół Pałacowo – Parkowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.