Bicie w bębny podczas Wielkiego Tygodnia w Przeworsku

bebnyWyjątkowym zwyczajem w Przeworsku jest bicie w bęben w Wielki Tydzień. W odróżnieniu od świątecznych zwyczajów “przeworscy dobosze” są zjawiskiem wręcz unikalnym. Bo – jak podkreślają etnografowie tradycja wielkanocnego bicia w bębny w Przeworsku od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Niedzieli sięga XVII wieku.

W 1624 r. kolejna wielka, licząca ponad 10,000 wojowników, banda Tatarów Krymskich, czyli ówczesnych piratów lądowych, pod dowództwem niejakiego Kantymira Murzy (zm. 1637), dotarła aż do centralnych ziem polskich. Bardzo trudno było ich wówczas pokonać, bowiem nie przyjmowali walki bezpośredniej, stosowali uniki i fortele, a szczególnie groźni byli podczas ucieczki, gdy wypuszczali chmurę strzał za sobą, czyniąc niejednokrotnie większe straty niż podczas samych starć. Celem bowiem Tatarów nie było podbicie kraju, a pozyskanie łupu i niewolników, tzw. jasyru…

Owego roku Tatarzy dotarli do Sandomierza, a po przekroczeniu Wisły, aż do Sędziszowa. Wszędzie po drodze plądrowali wsie i miasteczka, porywając ludzi w jasyr.

W drodze powrotnej zdobyli Krosno i dłużej zatrzymali się w okolicach mpodkarpackiego miasteczka, Przeworska. Spalili kilka okolicznych wsi i kościołów, m.in. w Markowej, Gaci, Sieteszu, Urzejowicach, Gniewczynie Łańcuckiej, a także Ujeznej, Rozbórzu, Mirocinie, Maćkówce i Zalesiu – wszystkie w promieniu ok. 10 km od Przeworska.

Ale samego Przeworska nie zdobyli.

Miało się to dziać w Wielkim Tygodniu, od 1 do 7.IV.1624 r.

Istnieje kilka, częściowo sprzecznych, częściowo uzupełniających się legend wyjaśniających to zdarzenie. Być może najbliższy prawdy jest zapis z 1634 r. w kronice przeworskich bernardynów, czyli polskiej prowincji Zakonu Braci Mniejszych (łac. Ordo Fratrum Minorum – OFM), czyli franciszkanów, którzy przebywali w mieście od 1461 r., posługiwali tam w kościele pw. św. Barbary i żyli w klasztorze specjalnie ufortyfikowanym w obawie przed podobnymi najazdami tatarskimi:

Rok 1624. […] Turcy oblegali Przeworsk. […] Wodzem tureckim był kolega szkół zagranicznych ówczesnego gwardiana. Skorzystał z tego gwardian i zaprosił go do siebie. Wódz cichcem przyszedł późnym wieczorem do klasztoru. O. gwardian poprosił go, aby odstąpił od oblężenia klasztoru i Przeworska, on odparł, że tego uczynić nie może, bo chan wysyłając go na wojnę dał mu szablę a zarazem stryczek na znak, że ma się bronić do ostatka. […] Lecz – jak mówił dalej wódz – jest wyjście. Po powrocie stąd zachoruję i oddam komendę swojemu zastępcy. On jest młody i niedoświadczony. Uderzycie rano we dzwony, zbierzcie co tylko możecie ludzi, naróbcie hałasu, wyruszcie za bramy. On nie wiedząc co się dzieje, w przypuszczeniu, że idzie na niego duża armia, zapewne się cofnie

Czy owym dowódcą był sam Kantymir Murza – nie wiadomo…

Inne wersje tej samej legendy uzupełniają, że dwóch adwersarzy znało się jeszcze z dzieciństwa, gdy obaj zostali porwani w jasyr. Jeden z nich, późniejszy gwardian, został wykupiony i uwolniony, a drugi pozostał w służbie chana…

Opisane starcie miało mieć miejsce w Wielki Piątek, 5.IV.1624 r. Obrońcy Przeworska, a także chłopi z niezajętych przez Tatarów okolicznych wsi Mokrzanka, Studzian, Grzęska, przynieść mieli wówczas do klasztoru-warowni bernardyńskiego drewniane naczynia (cebrzyki, baryłki, niecki) i bijąc w nie, uczynić taki wrzask, że tatarski zastępca dowódcy przeraził się i zarządził zwinięcie obozu i odwrót. Rano miasto było wolne.

Owego zastępcę wodza miano powiesić pod Jarosławiem. Według innego przekazu miał zginąć podczas starcia pod Przeworskiem…

Odtąd corocznie, od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Niedzieli, na ulicach Przeworska słychać było bębnienie…

Ludowe legendy mówią o kobietach, które zajmowały się praniem na rzeką Mleczką. I to one na widok zbliżających się Tatarów zaczęły uderzać kijankami, warzechami, chochlami w tary, baniaki, cebrzyki i garnki, ostrzegając miasto…

Według jeszcze innej legendy zbliżanie się Tatarów zauważył starszy cechu kominiarskiego – niejaki Niedziocha. Wydobyć miał wówczas kociołek miedziany obciągnięty skórą (tzw. taraban, tołumbas), wybiegł na rynek i zaczął weń bębnić. Musiał posłużyć się tarabanem, bo od Wielkiego Czwartku zamilkły dzwony kościelny. Odtąd na pamiątkę tego wydarzenia mężczyźni z kominiarskiego rodu Niedziochów w Wielki Czwartek na rynku przeworskim uderzali w pamiątkowy taraban. Zwyczaj miał być jeszcze obchodzony w latach 1950-tych, gdy zmarły ok. 1955 r. niejaki Julian Niedziocha przekazał swój bęben Ochotniczej Straży Pożarnej.bebny

W drodze powrotnej, obładowani łupami i pędzący ze sobą nieszczęsnych pobieranych w jasyr, Tatarzy podążyli na wschód, do domu, w stronę Chanatu Krymskiego. Ale pod Martynowem, na Ukrainie, pułapkę na nich zastawił hetman Stanisław Koniecpolski (1591 – 1646, Brody). 20.VI.1624r. udało mu się pokonać Kantymira Murzę, choć ten rozdzielił swe wojska: kosz – czyli główną część bandy tatarskiej, zawierającą i ochroniającą pozyskane łupy – wysłał w jedną stronę, natomiast pozostałą część przeciwstawił hetmanowi. Koniecpolski nie dał się nabrać i odzyskał wszystkie łupy. Orda poniosła olbrzymie straty…

kopiec przeworskNa pamiątkę szczęśliwej obrony i odniesionego zwycięstwa usypano w Przeworsku kopiec. Na jego szczycie ustawiono obelisk, w formie kolumny o wys. 3.5 m, wspartej na trzystopniowej bazie. Następnie – zapewne jeszcze w XVII w. – kolumnę zwieńczono ażurową kapliczką. W jej wnętrzu umieszczono drewnianą figurkę Chrystusa Frasobliwego. To On miał sprawić, że udało się Przeworskowi uniknąć wówczas zniszczenia, to On odtąd miał się pochylać, z zatroskaniem, na losami miasteczka…

Z czasem sam obelisk lekko się przechylił, a Chrystus Frasobliwy zaginął. Na Jego miejscu pojawiła się figurka Matki Bożej, która odtąd sprawuje pieczę nad Przeworskiem.

fot. UM Przeworsk, Muzem Przeworsk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.